Hełena Sawicka urodzona 18.XI.1915 r. w Hucie Stepańskiej, gm. Stepań, pow. Kostopol na Wołyniu. Rodzice Adam i Sabina z d. Jankowska z zawodu rolnicy pracujący na 20 ha gospodarstwie rolnym; przodkowie wywodzący się z XVI wiecznego rodu herbu Cholewa. Po odzyskaniu niepodległości Huta Stepańska rozbudowała się - zbudowano 7 klasową szkołę, kościół, dom ludowy, mleczarnię. We wsi była poczta, posterunek policji, piekarnia, 2 młyny, 5 sklepów. Działały też we wsi organizacje młodzieżowe: ZHP, Związek Strzelecki, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Kółko Rolnicze, Koło Gospodyń Wiejskich. Wszystkie te organizacje rywalizowały ze sobą w urządzaniu uroczystości religijnych i państwowych, Wieś była ośrodkiem polskiej świadomości społecznej, oświaty i kultury. Odkryte źródła solankowe i borowinowe przyczyniły się do intensywnego rozwoju Huty Stepańskiej i rozbudowy leczniczego zakładu kąpielowego. Helena najmłodsza z rodzeństwa od najmłodszych lat angażowała się do pracy w gospodarstwie pomagając schorowanemu ojcu, a także angażowała się do pracy społecznej wśród młodzieży. Rozśpiewana występowała w 2 chórach, w kościelnym i świeckim. Umysłowo pracowała w urzędzie gminnym, na rowerze jeździła w teren. Odbyła kursy zawodowe rolnicze, a także dokształcające sanitarne PCK, zaś na szczeblu centralnym w Warszawie Przysposobienia wojskowego. Bardzo dzielnie i ofiarnie prowadziła pluton kobiecy jako komendantka Związku Strzeleckiego strzelczyń. Swoją aktywnością patriotyczną i religijną porywała młodzież, jednoczyła i gromadziła w służbie Bogu i Polsce. Zagrzewała serca nie tylko lekturą ale i śpiewem, solistka w chórze, niezastąpiona w wielu przywódczych rolach. Po śmierci ojca przejęła prowadzenie gospodarstwa rolnego. Orała, Strzelała, śpiewała, paliła papierosy. Występowała w święta narodowe z drużyną strzelecką w mundurze, odbywała defilady, przeglądy i musztry. Wysoka, energiczna, dobrze zbudowana, samodzielna dziewczyna imponująco prowadziła różne funkcje i roboty przypisane mężczyznom. Za pracę społeczną wśród młodzieży została odznaczona w 1935 r Brązowym Krzyżem Zasługi.I na tym zakątku ziemi wołyńskiej młodzież była dobrze przygotowana do konspiracyjnej służby Polsce. Za okupacji sowieckiej Helena była na liście przeznaczonych na zesłanie syberyjskie, szczęśliwie pozostała.

Do konspiracji ZWZ przystąpiła i w 1941 r i kiedy Marian Drozdowski organizował strzelców do konspiracyjnej służby Helena, zorganizowała też grupę dziewcząt strzelczyń."Zadaniem naszym było szkolenie sanitarne i szkolenie bojowe dziewcząt, ściąganie i gromadzenie broni, utrzymywanie polskości, ... czujność na bandy ukraińskie. Przysięgę składałyśmy w domu Franciszka Drozdowskiego 10.IX.1942r. Należały dziewczęta z Huty Stepańskiej: Janina Czarnecka, Stanisława Wiatr, Katarzyna Wiatr, Mirosława Piotrowska, Janina Drozdowska, Janina Roman, Stanisława Roman, Helena Sawicka c. Stanisława, Helena Zielińska, Irena Zielińska, Kazimiera Grabowska, Józefa Wołoszczyńska, Zofia Domańska, Zofia Wyrożeńska Bronisława Kownacka, Helena Kownacka. Dołączyły też dziewczęta  z okolicznych wsi Siedliska i Wyrki: Helena Gutkowska, Genowefa Sulikowska, Aniela libera, Jadwiga Rucka. Drużyna chłopców była znacznie liczniejsza." Tak pisała swoje wspomnienia do b. kierownika szkoły w Hucie Stepańskiej p. Jurkowskiego Władysława w Gdańsku. Jesienią 1942 r klęski frontowe Niemców przyczyniły się do rozwoju ruchu partyzanckiego sowieckiego i polskiego ruchu oporu. Powstają też miejscowe grupy "watażków" ukraińskich przeciwko ludności polskiej."Samostijna Ukraina" zaczynała od likwidowania Żydów, a potem mordowania Polaków. Tragedia , - bestialskich mordów skłoniła ludność polską do samoobrony. W Hucie Stepańskiej zorganizowano komitet samoobrony. Wiosną 1943 r do Huty przybywało wielu rozbitków polskich ze zlikwidowanych polskich wsi. Przybywało ludzi i broni. W czerwcu 1943 Huta była osaczona UPA i skazana na samoobronę. W tym czasie w Hucie nie było lekarza. Helena stanęła na czele zorganizowanego oddziału sanitarnego dziewcząt."Nasze dziewczęta - pisała zbierały skąd mogły i szykowały materiały opatrunkowe i leki różnego rodzaju". W zaistniałej sytuacji przy leczeniu stosowano zioła, których wokół rosło wiele. Punkt sanitarny mieścił się w budynku b. posterunku policji, gdzie mieściło się kierownictwo i jedna wartownia. Był to taki swego rodzaju szpital, w którym nie było lekarza, ale dziewczęta same radziły ze wszystkim. Trwały na ciągłych dyżurach i gromadziły mizerne zapasy medykamentów. Dołączyła tu jako uciekinierka z Kostopala zawodowa sanitariuszka Zofia Wyrożemska, która w tym szpitaliku  dokonała amputacji zdruzgotanej nogi zwykłym kuchennym nożem z pomyślnym skutkiem. Młody chłopak wrócił do zdrowia. Praktyczne przeszkolenie dziewcząt przydało się w okresie masowego napadu na Hutę Stepańską i przypływu rannych, a także później w szeregach partyzanckich. W czasie masowego ataku UPA na Hutę Stepańską Helena z przewieszoną przez ramię pepeszą, radzieckim pistoletem maszynowym, z Kazią Grabowską uzbrojoną w parabellum, jako sanitariuszki obchodziły pozycje bojowe. Helena przekazywała chłopcom wiadomości o rodzinach, pocieszała zatroskanych i niespokojnych o losy najbliższych. A kiedy zaistniała trudna sytuacja podjęcia decyzji, kto ma iść z oddziałem "Rudego Kazika" Helena orzekła, że pójdą samotni, bez rodzin, a mężowie zostaną z rodzinami. Ona jedna rozważała słuszność decyzji o wyjściu w czasie oblężenia, a potem sama przejęła dowodzenie nad pozostawionym oddziałem. 17/18 lipca 1943 r Huta nie wytrzymała oblężenia. Wielu ludzi zginęło, wielu rozsypało się w ucieczce. Helena załadowała na wóz konny cały dobytek rodziny, dokumenty, pamiątki ... ale nie mogła wydostać się z zaprzęgiem, zostawiła też wielu zabitych członków rodziny. Samotna i zdecydowana natychmiast zgłosiła się do powołanego przez kpt. "Bombę-Wujka" oddziału partyzanckiego i została mianowana dowódcą plutonu sanitarnego, do którego zaczęła zapisywać zgłaszające się dziewczęta. Zaczęły szyć biało-czerwone opaski na rękawy dla potrzeb wojska. 25 lipca w Prespie, w dużym schronie odbyło się nabożeństwo pożegnalne Huty i okolic ... patriotyczne kazanie Ka. Drzepeckiego. Kpt "Bomba" zaczął od przeglądu Oddziału. Najdłuższe i najbardziej wesołe spotkanie odbył z plutonem dziewcząt pod dowództwem kpr. Heleny "Drwal". Pluton dziewcząt kwaterował w budynku przy lesie w Terebuni. Wśród dziewcząt panował ruch, szykowały się również do wymarszu. Każda z dziewcząt miała przygotowaną torbę sanitarną wypełnioną różnymi medykamentami, które ostatnio w jakiś sposób dostarczono z Sarn. Wśród dziewcząt panował dobry nastój były rozgadane i zarazem praktyczne. Częstowały chłopców "Miodownikiem" upieczonym z grubej mąki na miodzie z pasieki w Terebuni. Młodzież z Huty Stepańskiej i okolic była trzonem oddziału partyzanckiego AK kpt. "Bomby". Oddział ten wyruszył na Zasłucze. Przeprawa przez Horyń, nasyp kolejowy i tory strzeżone, bagniste zakrzaczone łąki i lasy zatrzymał się dopiero w Folwarku Osty, na odpoczynek. Pobliskie polskie wioski ożywiły się przybyciem polskiego oddziału, ludność dostarczała leków, opatrunków, wzbogaciła zapasy plutonu sanitarnego. Wkrótce dziewczęta przeżywają napad ukraiński nad Horyniem i tragiczną śmierć koleżanki "Brzózki". Nad trumną honorowa salwa .... w imienia koleżanek przemówiła kpr. ^elena "Drwal". Następnie 2 sierpnia 43 r Oddział wyrusza na południe 20 km marszem przez lasy i bezdroża. W drodze dołączyli uzbrojeni chłopcy  z wachm. "Czarnym" i zawodowa pielęgniarka Stanisława Sulimska Było już 180 uzbrojonych chłopców, partyzantów AK. Dziewczęta też zostały uzbrojone w pistolety, a Helena "Drwal" miała pepeszkę z bębenkowym magazynkiem. Plut. "Boston" wzmocnił swoją drużynę gospodarczą oddelegowanymi dziewczętami i kobietami jako kucharki. Pokonywany marszem teren był strzeżony przez UPA na trasie pokonywano z nimi potyczki w Koniuchach, w Tuszycy. Niełatwa przeprawa przez rzekę Słucz i Bober, przez spacyfikowane przez Niemców wsie, aż 15 sierpnia 43 r dotarł na miejsce postoju w Starej Hucie na Zasłuczu. Tutaj również wstępuje masowo młodzież do Akowskiego Oddziału. Kpr. Helena "Drwal" po uroczystej mszy św z Ks. kapelanem Śpiewakiem przyjęła przysięgę od nowo wstępujących dziewcząt. Do Oddziału dołączył lekarz i fachowa obsługa pielęgniarska. Został zorganizowany szpital, faktycznym komendantem szpitala została "Stasia" Sulimska zawodowa pielęgniarka. Dziewczęta pełniły w nim na zmianę ciągłe dyżury. Kłopoty były jak zwykle z lekarstwami i środkami opatrunkowymi. Wkrótce szpital został przeniesiony w pobliżu obozu do zabudowań rodziny Żygadło, i tam przetrwał do końca. Zasłucze stało się "krajem partyzanckim", był tu dogodny teren dla sowieckich oddziałów. Pobyt dużego 500 osobowego już Oddziału partyzanckiego AK dokumentował polskość naszego zakątka PR. Jesienią Oddział kwaterował już w ziemiankach i rozwijał działalność obronną ze wszystkich stron niemieckiej, ukraińskiej. 16.11.43r doszło do natarcia może 1000 osobowego natarcia banderowskiego; bezlitosna walka, zacięta z obu stron zakończona została klęską banderowców. Wysiłek, ofiarność, odwaga żołnierzy  w czasie walki z nacjonalistami ukraińskimi była okazją do uroczystego podziękowania i awansów wszystkich dowódców pododdziałów. Kpr. Helena "Drwal" awansowała na plutonowego pododdziału kobiecego. W Oddziale rozpoczęła się reorganizacja w rezultacie której Oddział AK kpt "Bomby" przybrał strukturę batalio nu, składającego się z 2 kompanii piechoty oraz różnych samo - dzielnych pododdziałów. Plutonem sanitarnym kobiet dowodziła plut. Helena Sawicka "Drwal".    Front niemiecki cofając się przybliżał się do naszych granic i następowały kolejne wojenne wydarzenia. W grudniu 1943 r nastąpił wymarsz Oddziału AK kpt. "Bomby" na północ, na koncentrację. Wychodząc ze Starej Huty został zabrany pluton sanitarny, lekarze i zabrano rannego "Niemca" Fryderyka Żaka. Po przebyciu 40 km trasy zatrzymano się na odpoczynek w Rudni lwie, gdzie miejscowa drużyna samoobrony miała ciężko rannego plut. "Gustawa". Wśród przybyłych pojawiły się zachorowania na tyfus plamisty i przybyło kilku rannych, gdyż w celu zdobycia zapasów żywności dla oddziału zorganizowano kilka wypadów na bazy banderowskie. Było kilka starć i kilku rannych Z marszu powstał "szpital" do którego dołączyła pielęgniarka Mira Piotrowska, która też się źle poczuła. Po kilku dniach pobytu oddział wyruszył w kierunku linii kolejowej z Rokitna do Sarn, chorzy i ranni pozostali z Mirą pod opieką miejscowej ludności z Rudni Lwa. Lekarze poszli z oddziałem. Około 30 km trasa od Rudni w kierunku Sarn w grudniową zimną noc, padał wielkimi płatami śnieg, zasypywał ślady maszerujących kolumn; jedli w przejmującym chłodzie zimne mięso z sucharami, popijali wodą spod lodu,..czas odpoczynku krótki i bez palenia ognisk. Tabory, artyleria, pluton ckm-ów i 2 kompanie w obwodzie gotowe do ataku. Niestety nie udała się próba przejścia przez tory, niemiecki garnizon z bronią maszynową, bunkry był nie do pokonania. Niespodziewany powrót do bazy, a wieczorem zmęczeni i zmarznięci przybyli do Rudni Lwa. Pojawienie się oddziału AK-owskiego w tej okolicy poruszyło ukraińskich mieszkańców i sotnie UPA. Trzeba było uzupełnić zaopatrzenie w żywność, trzeba było wyruszyć do wiosek po zapasy, to też doszło do potyczek z banderowcami, a także trzeba było zadokumentować polskość tych ziem. Przybył jeden ranny. Pośpiesznie trzeba było wracać. Część taboru na wozach i saniach, szpital rozmieszczono też na kilku drabiniastych wozach i rozłożystych saniach, wyłożonych słomą. Chora Mira leżała obok innej chorej sanitariuszki pod wspólną pierzyną i kocem. Wracał również ciężko ranny "Gustaw". Maszerując 30 km znaną trasą mijano spalone, opuszczone wsie polskie. W Peresiekach postój, na szpital przeznaczono największą chałupę, szpital musiał tu pozostać, do Starej Huty pozostało 12 km. - 18.XII.święta blisko, to też oddział wyruszył na miejsce postoju w Starej Hucie. Tymczasem 21.XII.43 Kpt. "Bomba-Wujek" został aresztowany ze sztabem, częściowo sztabowców rozstrzelano przez partyzantów radzieckich Naumowa. Kpt. "Bomba-Wujek" porwany, w oddziale pozostało przygnębienie zaskoczenie i oburzenie miejscowej ludności. Otwierał się nowy etap walki i życia. Pod nowym dowództwem por. "Słuckiego" oddział uszczuplony w plutonach piechoty, z plutonem ckm-ów, artylerii i moździerzy, zwiadu konnego, plutonu gospodarczego i plutonu kobiet bez lekarza 22.XII.43r wyruszył już z Peresieków na płn. zachód. Szpital z Peresieków przeniesiono do Starej Huty pod opieką dzielnej "Stasi" i ludności miejscowej. W rezultacie wszyscy wyzdrowieli i znaleźli opiekę na Zasłuczu. Tymczasem oddział 60 km szmat drogi pokonywał marszem przez ukraińskie wsie, przejście przez Słucz, zmarznięci, głodni; wigilię Bożego Narodzenia spędzają 10 km od Sarn w opuszczonych zabudowaniach kolonii Folwark Osty. Oto jak wspomina Helena "Drwal” w liście do p. Kurkowskiego w 1966 r:" Wigilię obchodziliśmy we wsi Osty koło Sarn. Była to polska osada, wówczas wyludniona. Wigilii tej nie zapomnę chyba nigdy. Opłatki mieliśmy, bo Ks. Śpiewak zaopatrzył nas, ale z jedzeniem mizernie było. W pustych domach znaleźliśmy trochę ziemniaków słodkich od zmarznięcia i pszenicy w stodole. Chłopaki wymłócili ziarno, znaleźli żarna, ukręcili trochę mąki, z której na łoju upiekłyśmy "podpłomyków". To była nasza wigilijna kolacja. Przy łamaniu się opłatkiem i składaniu życzeń łzy nam się toczyły po policzkach. Wspomnieliśmy o naszych rodzinach. Przynieśliśmy choinkę, lecz nie mieliśmy nawet świeczek do zapalenia. No ale jak to u młodych, jeden drugiemu dodał otuchy i zaczęliśmy śpiewać kolędy. Jednak takiej wigilii nie mogliśmy spokojnie przeżyć. Goniec doniósł nam, że od Sarn idą Niemcy, więc alarm i marsz w dalszą drogę na Horodziec. Tam przeprawa przez Horyń /trudna dla taboru/ i potyczka z Ukraińcami na moście. Strzelanina, gdyż Ukraińcy zrobili na nas zasadzkę, którą odparliśmy i pomaszerowaliśmy przez Duże Werbcze koło Butejek. Tam prowadził nas Edek Łibner, bo Butejki to jego rodzinna wieś, więc teren dobrze znał. Szliśmy przez Piaszczankę, Ostrówki, Siedlisko aż do Podsielecza, gdzie w lesie stanęliśmy na odpoczynek. Śnieg był prawie po kolana, mróz nie duży, buty przemokły, więc rozpaliliśmy ogniska, by osuszyć przemoczone owijaki i wypić chociaż gorącej wody. Kawę robiliśmy z suszonych skórek chleba, innej nie było. Po odpoczynku przeszliśmy dalej przez zamarzłe bagna w kierunku Cumania, dotarliśmy do lasów księcia Radziwiłła. Ciężki do był przemarsz po 50 km bez odpoczynku, przez tereny zajęte przez bulbowców. Przechodząc blisko huty Stepańskiej mieliśmy chęć dotrzeć do wsi, zobaczyć co się tam dzieje lecz dookoła słychać było strzały ognia, więc aby nie tracić ludzi i tak z dezorganizowanego batalionu ominęliśmy Hutę. Widziałam tylko zboża nie zebrane i ziemniaki nie wykopane, przykryte grubą warstwą śniegu, kłosy połamane zgięte, łęty ziemniaczane sterczące wierzchołkami ponad śnieg. Kłosy zbóż w pochyleniu żegnały nas chyba na zawsze. Serce się krajało na widok Zniszczenia, zmarnowania plonów naszej pracy, naszych żniw, nawet nie rozpoczętych. A był to rok bardzo urodzajny, zboża przepiękne. Wszystko zostało, przepadło nie sprzątnięte z pól. Szliśmy więc jak najprędzej, by nie patrzeć na te zniszczenia i spustoszenia, na sterczące kominy spalonych domów, płotów a nawet drzew owocowych. A więc krótki odpoczynek w lesie obok Podsielecza dalej marsz przez na szczęście zamarznięte bagna i trzęsawiska, do lasów Cumańskich księcia Radziwiłła. Partyzanci nasi głodni, przemarznięci trzymali się ostatkiem sił. Niektórzy maszerowali z gorączką 29 - 40° ale szli, gdyż zostać nie chcieli, by nie popaść w ręce bulbowców na męczeńską śmierć. Przeprawa była ciężka lecz ciągnęliśmy z sobą kilka wozów taboru, a również i 2 działka. Szliśmy czwórkami, dwójkami a nawet gęsiego w miejscach trudnych do przejścia. A każdy z nas dźwigał przy tym karabin, amunicję. Byłam też zmęczona, pamiętam, w marszu zasnęłam i wyszłam z kolumny w śnieg na bok, bo mi się śniło, że wszyscy skręcają w prawo i ja skręciłam, ale koleżanka Tosia chwytając mnie za rękę obudziła. Przetarłam więc oczy śniegiem i szłam dalej. Wreszcie dobrnęliśmy do Przebraża, gdzie była samoobrona tak jak u nas w Hucie Stepańskiej. Bunkry, rowy strzeleckie, zasieki z drutów kolczastych, no i ochrona z ludzi uzbrojonych. Przyjęli nas rodacy, zakwaterowali jak mogli najlepiej. Nasi chorzy padali pokotem na posłanie. W Przebrażu mieszkała spokrewniona z rodziną Sawickich, rodzina Wójcickich. Zabrali mnie do siebie. Po 5ciu miesięcznym pobycie w partyzantce odwykłam od łóżka i białej pościeli, było mi też za ciepło w mieszkaniu, to też kiedy się umyłam weszłam do pokoju, zobaczyłam czystą białą pościel, stanęłam i wydawało mi się, że śnię, oczom nie wierzyłam .... aż weszła gospodyni domu. Uśmiechnęła się ze łzami w oczach, a że stałam nieruchoma podprowadziła mnie do łóżka. Zasnęłam wtedy chyba na 12 godzin bez przerwy". Oddział AK pod dowództwem por. "Słuckiego" był już w rejonie koncentracji oddziałów 27 Wołyńskiej dywizji Piechoty do akcji "Burza". Po lustracji, chorych przeniesiono do szpitala zakaźnego w Kupiczowie pod opieką siostry "Dany", oddział wyruszył do Rzewuszek, żeby zluzować oddział "Sokoła". Ze wspomnień krótko notowanych przez Helenę "Drwal" : " Kupiczów, Zielona, Zasmyki, Lityń, Hołoby, Nyry - pierwsza kwatera Oddziału "Bomby". Potem Oddział wyruszył brzegiem Turii do Rzewuszek .... ochrona mostu w Dominopolu, Pustynka, Czmykos - tu chorowałam na tyfus pod troskliwą opieką Dr "Butryma" ... Sztuń. Ossa, bitwa z UPA w Ośmigowiczach, we Władynopolu zrzut broni, Oździutycze bitwa z UPA." Baza nad rzeką Turią, tu dołączył Oddział "Gzymsa" pod dowództwem por. Franciszka Pukackiego, z Ostroga. W sekcji sanitarnej była "Czarna Marysia" - Felicja Korzeniowska, nauczycielka. Oddział "Bomby-Wujka" został włączony do batalionu "Gzymsa", w którym pododdziały "Bomby" stanowiły większość. Powstały 2 kompanie i kilka samodzielnych plutonów /drużyn/. Lekarzem batalionu został por. "Gryf" Grzegorz Fedorowski, który miał do dyspozycji drużynę sanitarną pielęgniarek z oddziału "Bomby" i nowoprzybyłych z "Czarną Marysią" od "Gzymsa". Nadano nową nazwę: I batalionu 45 pułku piechoty "Gzymsa". Pod koniec lutego 1944 r batalion "Gzymsa" opuścił Ossę i przekroczył tor kolejowy w Turopinie 31.11.44 po 5o km marszu zatrzymał się na postój w Pustynce.W Pustynce bitwa z Niemcami, wysadzenie mostu na Turii, dowództwo "Gzymsa" broni Pustynki. Na początku kwietnia 44 r rozpoczęły się walki o Kowel z regularnymi wojskami niemieckimi i węgierskimi. Uderzenie nastąpiło od strony Lubomia. W rejonie Jagodzina walki z Niemcami o Turzysk, Owłoczyn, Werbcze, Staweczki ... W szpitalu chorych i rannych przybywało. Ze wsi Mosur szpital przeniesiono do leśnictwa Murawa. Panowało podniecenie, gdyż mówiło się o przemieszczeniu szpitala nie wiadomo dokąd. Wielu przywiezionych tu ze szpitala w Kupiczowie pozostawało na wozach w lesie. Powstała panika na wiadomość, że Niemcy są w pobliżu i trzeba ewakuować szpital do lasu. Pustynka została opanowana przez Niemców. W ślad za dowództwem dywizji zgrupowanie nasze wycofało się do pobliskich lasów. Ginie dowódca dywizji mjr "Oliwa". Nastąpiło z kolei groźniejsze okrążenie niemieckie. Na niewielkiej przestrzeni lasów Mosurskich znaleźliśmy się z kilkoma oddziałami sowieckimi w pułapce. Plut. Helena "Drwal" tak wspomina ten okres : ...” kiedy wychodziliśmy z okrążenia z lasów Mosurskich- w czasie przejścia przez most na rzece Naretwie koło Zamłynia, Niemcy zrobili zasadzkę i bitwę z bunkrów. Wojsko nasze przeszło przez rzekę, a nas Niemcy odcięli; było nas za dużo rekowalescentów ... Po bitwie i wypędzeniu Niemców z bunkrów podeszliśmy pod tor kolejowy w Jagodzinie, gdzie podjechał pociąg pancerny, stanął na torze i zaczął nas ostrzeliwać z karabinów maszynowych i działek 75. Dużo naszych zginęło, dużo wycofało się z powrotem do lasu. Po trudach i potyczkach z niemieckimi oddziałami przeszliśmy tor, podłożyliśmy miny pod szyny kolejowe, wysadziliśmy nadjeżdżający pociąg pancerny. Dopiero po 2 tygodniach  małymi grupami udało nam się dołączyć do dywizji w lasach Szackich. Razem z dowódcą odłączonej drużyny wchm. ‘'Czarnym" było nas 17-tu. Był to przyjemny moment powrotu. Wszyscy cieszyli się, że żyjemy, że wróciliśmy do swoich po kilku potyczkach z placówkami niemieckimi, i że możemy na powrót włączyć się do dowodzenia, ja nad swoją drużyną dziewcząt a wachmistrz "Czarny” nad zwiadem konnym. Najprzyjemniejszy moment był, kiedy na uroczystej zbiórce dowódca mjr "Żegota" odznaczył mnie i wachm. "Czarnego" w rozkazie dywizyjnym Srebrnym Krzyżem Zasługa z Mieczami, miałam również Brązowy Krzyż Zasługi z roku 1935, który w bitwie pod Jagodzinem mi przepadł. Najbardziej mi utkwił w pamięci moment w miasteczku Firlej koło Lubartowa, kiedy wzięliśmy do niewoli 30 Niemców. Nie zapomnę tego z jaką satysfakcją zdejmowałam pas z ładownicą i karabin Niemca. Zdobyłam wtedy nowy karabin, a swój "bertier" oddałam cywilowi. Długo się nim nie cieszyłam, gdyż w Skrobowie, na rozkaz sowiecki, musieliśmy złożyć broń. Szanowny Panie Pułkowniku ! .... przesyłam serdeczne podziękowanie za odznaczenie mnie Krzyżem Walecznych za udział w walkach oddziału partyzanckiego AK kpt. "Bomby" nad Słuczą i Stochodem. Jestem naprawdę wzruszona. Minęło już 23 lata od krwawych morderstw w Hucie Stepańskiej i na całym Wołyniu, a 22 lata od zakończenia naszych walk partyzanckich AK. Po tylu latach, gdy piszę te słowa ożywają wspomnienia naszych walk o głodzie i chłodzie, naszego trudu i znoju ... ale dla wzniosłego celu, wolności Ojczyzny. Nasze młodzieńcze zrywy, pełne poświęcenia były walką dla sprawy całego Narodu. Taki szary człowiek , żołnierz Armii Krajowej ,jak ja - spełniłam wówczas tylko swój obywatelski obowiązek Polki " ...

Dalej w liście pisze : ...." Następnie w grudniu 1944 r do listopada 1945 r odbywałam służbę w L.W.P w Lublinie w stopniu plutonowego. Po zdemobilizowaniu odnalazłam swoje siostry i osiedliłam się z nimi w woj. poznańskim na gospodarstwie rolnym, gdzie pracowałam do 1964 r. Po zlikwidowaniu gospodarstwa rolnego pracowałam w Spółdzielni Mleczarskiej w Kórniku jako magazynier, bezpartyjna. Mieszkając na wsi brałam również udział w pracy społecznej jako sołtys 2 lata, a jako radna dwie kadencje, w Kółku Rolniczym jak również w Kole Gospodyń Wiejskich ... "/list z 25.V.1968r/. W październiku 1944 r aresztowana była przez UB w Lublinie. Śledztwo prowadził Różański na ul. Krótkiej, dalsze śledztwo na Zamku Lubelskim do grudnia 1944 r. I tak pisze siostrzeniec Julian Libner kilkakrotnie przechodząc obok Zamku wieczorem ... słyszałem przez okno celi śpiew więźniarek i piękny alt mojej Ciotki Heleny. Śpiewała z uwięzioną Zofią Wojciechowską. Śpiewem i swoim hartem ducha podtrzymywała na duchu koleżanki z celi więziennej." Po wyjściu z więzienia w Wojsku Polskim była pisarzem jednostki wojskowej. W miarę swoich możliwości pomagała swoim koleżankom z partyzantki, które były uwięzione pod zarzutem szpiegowskiej działalności. Jedna z nich została rozstrzelana. Plut. Helena Sawicka "Drwal" zmarła 19 lipca 1968 r. pochowana na cmentarzu w Kórniku. Odznaczenia: Brązowy Krzyż Zasługi nadany przez Min. Składkowskiego 1935 r. Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami z rozkazu mjr "Żegoty" 27WDP Krzyż Walecznych Medal Zwycięstwa i Wolności nadany przez Spychalskiego

 Źródła: Czesław Piotrowski "Krwawe żniwa"

Czesław Piotrowski "Przez Wołyń i Polesie na Podlasie"

 Odpis korespondencji Heleny Sawickiej "Drwal"

Relacja siostrzeńca Juliana Libnera z Kórnika.

Od redakcji: materiał opublikowany za: https://kpbc.umk.pl/Content/201995/Sawicka_Helena_1222_WSK.pdf


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp5.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud3.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 480 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
10055387