Łukówka pow. Kowel

Halina Zalewska przeżyła rzeź wołyńską jako małe dziecko. Trauma po tej masakrze towarzyszy jej do dzisiaj  Ukraińcy najpierw rozcinali brzuchy, obcinali języki, a na końcu wydłubywali oczy, żeby mordowani jak najdłużej wszystko widzieli. Jako pierwsze zabijane były dzieci, by rodzice to widzieli i słyszeli ich krzyk, a później to samo robili z nimi” – opowiada Halina Zalewska (z domu Niedziela), która jako ośmioletnie dziecko przeżyła rzeź wołyńską.

Pani Halino, proszę opowiedzieć nam o swojej rodzinie oraz o waszym życiu przed wybuchem wojny.
Byłam dzieckiem, miałam starszą siostrę Mieczysławę, która zmarła, i młodszego brata Tadeusza. Nasi dziadkowie, czyli rodzice mojego ojca, mieszkali na wsi Łukówka, niedaleko Kowla, a my w kolonii o tej samej nazwie. Dzieliły nas tylko tory kolejowe. Tak więc mieszkaliśmy bardzo blisko i często ich odwiedzałam. Wówczas nasze życie upływało spokojnie i wesoło. Po jakimś czasie rodzice zaczęli coraz częściej mówić o tym, że Ukraińcy napadają na różne wsie. Słuchałam tych opowieści, ale jako dziecko zbytnio się nimi nie przejmowałam. Byłam kiedyś z tatusiem w pewnej wiosce, której nazwy niestety nie pamiętam. Mieszkało tam około 300 rodzin. W pewnym momencie, gdzieś pomiędzy 3 i 4 po południu, pojawiła się kobieta, która krzyczała, że na wieś napadli Ukraińcy i mordują ludzi. Ojciec szybko zabrał mnie na wóz i zaczął uciekać. Gdy zauważył, że goni go część tej bandy, odciął postronki, chwycił mnie mocno i wskoczył na konia. W ten sposób udało nam się uciec. Tam wymordowano bardzo dużo ludzi, którzy nie mieli się gdzie schować ani uciec, ponieważ było jasno i wszystko było widać. Wówczas już poważnie zaczęliśmy się obawiać, a tatuś coraz częściej myślał o wyjeździe. Jednak trudno mu było się rozstać z całym dorobkiem, ponieważ miał duże gospodarstwo i zajmował się biciem (tłoczeniem) oleju. Gdy miałam już ok. 11-12 lat, zapytałam go, dlaczego wtedy nie zdecydował się na ucieczkę z Wołynia. Odpowiedział mi: „Dziecko, tak ci się wydaje, że można było zostawić to wszystko i wyjechać…”. No i tak zostawił… wszystko…

Skąd pochodziła pani rodzina?
Tatuś (Ludwik Niedziela) pochodził z Wielowsi koło Sandomierza, a mama (Zofia Herchel) z Brnia koło Mielca. Nie wiem dokładnie, jak to się stało, że rodzice mojego ojca zdecydowali się na osiedlenie w Łukówce, ale dziadek (Leon Niedziela) po powrocie z Ameryki chciał mieć dużo ziemi i kupił ją na Wołyniu.

Czytaj więcej...

Zbigniew Makowski przeżył Rzeź Wołyńską na Ziemi Horochowskiej

Moi rodzice Eugeniusz i Helena Makowska z d. Witkowska. mieszkali we wsi Podberezie, powiat Horochów na Wołyniu. Była to siedziba gminy, a tata był jej sekretarzem. Urodziłem się 1 maja 1937 roku. Mama mi opowiadała, że właściwie urodziłem się w pobliskiej kolonii Mirków, gdzie była izba porodowa. Wychodziłem na świat w prawosławną sobotę wielkanocną, późnym wieczorem, a towarzyszyły mi śpiewy cerkiewne przez całą noc, bo naprzeciwko izby była cerkiew, a prawosławni obchodzą to święto bardzo uroczyście.

Zostałem ochrzczony w kościele katolickim pw. Wniebowstąpienia Pańskiego w miasteczku Horochów. Moim ojcem chrzestnym był Polak Wincenty Baranowski, o którym dużo opowiadam w innej części wspomnień, tej o Powstaniu Warszawskim. To brat mojej drugiej babci Jadwigi. Moją matką chrzestną była z kolei Polka Maria Waniewicz, o której napiszę nieco dalej.

Kiedy sięgam pamięcią hen daleko do tego, co było pierwszym obrazkiem z mego życia, który zapamiętałem to widzę olbrzymie podwórko z wielką stodołą. Obok stary dom i ciemna, ponura izba, w której mieszkam wraz z kochanymi rodzicami, z dziadziem Michałem,  babcią Zosią Makowską z d. Witkowska, oboje urodzeni w 1875 roku. Była tam też z nami młodzież: Tadeusz i Zosia Zakrzewscy.

Dziadkowie w Horochowie mieszkali od 1920 r. Dziadek Michał Makowski przed wojną pracował w Izbie Skarbowej, co godne zauważenia był lubiany i szanowany przez Ukraińców. Jeszcze wcześniej dziadek był głównym buchalterem i plenipotentem pałacu w Kozienicach. O przodkach dziadka Michała wiem tylko tyle, że posiadali majątki w kieleckim. Zostały one im odebrane przez carat po Powstaniu Styczniowym. Dziadek był klasycznym typem szlachcica pieczętujący się jednym z odmian herbu "Jastrzębiec".

Tu postaram się dokładnie opisać koligacje rodzinne, ku pamięci i z myślą o potomnych. Otóż tak los sprawił, iż mama Zosi Witkowskiej zmarła, gdy dziewczynka miała tylko 8 lat, tak została pół sierotą. Jej ojciec Jan Witkowski (mój pradziadek) ożenił się powtórnie z Wiktorią Jankowską. Z tego związku urodziło się dwóch chłopców: Bronisław Witkowski i Franciszek Witkowski. Bronisław miał dwie córki: Helenę (ur.w 1906) i Wisię (1907).

Czytaj więcej...

Kapelan Oddziałów Partyzanckich AK w Zasmykach

Ks. Michał Żukowski, bo o nim będę pisał, urodził się 15 lutego 1899 roku we wsi Dębinka, położonej około 15 kilometrów na północ od Kamieńca Podolskiego. Rodzicami byli Tomasz Żukowski i Maria z domu Próchnicka, którzy oprócz Michała mieli jeszcze siódemkę starszych dzieci i jedno młodsze.  Mimo, że ojciec był ciężko pracującym pracownikiem fizycznym, a matka bogobojną ale zapobiegliwą gospodynią domową, dzieci wychowywali w duchu patriotyzmu i umiłowania ojczyzny. Trudne warunki finansowe nie przeszkodziły rodzicom w edukacji Michała, po ukończeniu  szkoły podstawowej , którą rozpoczął w Jańczyczach, a ukończył ją w Dumanowie, wysłali go do gimnazjum w Kamieńcu Podolskim. To tam młody człowiek zetknął się z powstającym harcerstwem, któremu pozostał wierny do końca życia. Był pod przemożnym wpływem wspaniałego prefekta ks. Jana Borysiuka. Ten opiekun harcerstwa żeńskiego i męskiego organizował nie tylko zbiórki i ogniska harcerskie, ale zbieranie żywności dla sierocińców po okolicznych polskich wioskach i dworach. Wpajał młodzieży 10 punkt prawa harcerskiego: „Harcerz jest czysty w myśli, mowie i uczynkach - nie pali tytoniu i nie pije napojów alkoholowych”. Ks. Michał przejął się tym zaleceniem na całe życie. Został po latach propagatorem abstynencji od alkoholu i nikotyny. W 1918 roku ukończył gimnazjum i wstąpił do seminarium duchownego w Żytomierzu. Jednak toczące się działania wojenne zmusiły go do przeniesienia się do seminarium w Tarnowie, które ukończył 8 lipca 1923 roku. Święcenia kapłańskie  otrzymał w Buczaczu z rąk biskupa Piotra Mańkowskiego - ordynariusza diecezji kamienieckiej, czasowo mającego siedzibę w tym mieście. Niestety ks. Żukowski nie mógł pojechać na jedną z placówek duszpasterskich na rodzinne, ukochane wschodnie Podole. Na Zbruczu przebiegała Granica państwowa. Pełnił obowiązki wikariusza parafii rzymskokatolickiej w Buczaczu od roku 1925 należącego do archidiecezji lwowskiej. Jesienią 1926 roku rozpoczął studia na Wydziale Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Studiował jednocześnie w Instytucie Pedagogicznym KUL. Studia ukończył w 1930 r., uzyskując tytuł magistra. W okresie studiów był do sierpnia 1930 r., kapelanem sióstr urszulanek w Lublinie, gdzie wygłaszał kazania i konferencje również dla mieszkanek tamtejszego internatu.

Czytaj więcej...

Zabierajcie się i uciekajcie....

 Wołyń to była i jest piękna kraina. Tylko że kiedyś Wołyń był rozśpiewany i wesoły. Przyszedł rok 1939 i wybuchła wojna. Pamiętam bardzo dobrze, kiedy po kapitulacji Polski Polacy z Wołynia wracali z frontu w małych oddziałach, niejednokrotnie pojedynczo, do rodzin mieszkających na terenie Wołynia. Tam już bolszewicy i Ukraińcy, głównie Ukraińcy, napadali na samotnych żołnierzy. Mordowano ich i grzebano tak, że do dziś dnia nie wiadomo, gdzie znajdują się ich groby. Trzeba podkreślić, że nie wszyscy Ukraińcy patrzyli na to z przyzwoleniem. Kiedy nasi żołnierze wrócili z wojny (był to oddział kawalerii, składający się z 15, może 16 osób, zamieszkujących sąsiednie wioski w rejonie Ulanik) musieli nocami przedzierać się, żeby wrócić do domu. Po drodze szukali jakiejś polskiej chaty, gdzie mogliby się przebrać. Ponieważ mieszkaliśmy blisko lasu, spotkanie nastąpiło u nas w domu. Pomogliśmy im zamienić mundury na cywilne ubrania, żeby mogli przeżyć, żeby ich nie pomordowali Ukraińcy, żeby nie dać się złapać bolszewikom i nie trafić do niewoli rosyjskiej. W pewnym momencie dowódca powiedział do żołnierzy: „Kochani, dla nas wojna się skończyła. Zwalniam was z roty przysięgi żołnierskiej. Jesteście od tej chwili cywilami”. Gdy to powiedział, to Ci młodzi chłopcy zaczęli płakać, ściskać się w jakimś szale. Strasznie to przeżywali, że Polski już nie ma, że Polska już ponownie po dwudziestu latach znalazła się w niewoli, nie wiadomo, na ile wieków. Był to również wielki szok dla mojej rodziny. Wszyscy zalaliśmy się łzami. Tak się zaczął początek II wojny światowej, tej polskiej tragedii na Wołyniu. Wywózki zaczęły się w 1940 r., były główne dwa transporty. NKWD przyjeżdżało nocą. Kazali w ciągu pół godziny zabrać po jednym  pakuneczku w rękę i kierowali na punkt zbiorczy do miasta na stację, gdzie był szykowany transport wywózki na Sybir. Ludzie ci jechali w zwykłych wagonach bez żadnego ogrzewania, bez sanitariatu. Gorzej byli traktowani przez Rosjan niż bydło. Pociąg odjeżdżał z Łucka, który był stacją węzłową. W pierwszym rzędzie wyjechali pracownicy państwowych służb mundurowych, urzędnicy wszelkiego rodzaju, leśnicy. W ogóle inteligencja polska, tych ludzi najszybciej od nas zabrano. Zostały tylko kobiety, dzieci i staruszkowie. Na Wołyniu było dużo miejscowości, gdzie mieszkali wszyscy zgodnie, Polacy i Ukraińcy. I tak było w naszej wsi Ulaniki. Aż przyszła taka chwila, że naszym Ukraińcom zagrożono, że ich czeka to samo co Polaków. Nasi Ukraińcy byli gotowi pomagać ludności polskiej, swoim sąsiadom. To też czynili. Chodziliśmy przecież razem do szkoły. Kolegowaliśmy się jak najlepsi przyjaciele, Polacy i Ukraińcy.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp5.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud16.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 508 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
10055283